ZMIANA CZASU I CZAS NA ZMIANY

Zmiana czasu nie wychodzi naszemu Kolektywowi na dobre. Nie możemy wyspać się, jemy prosto i nie ładnie. Do tego plączą się wokół nas różne ...

Zmiana czasu nie wychodzi naszemu Kolektywowi na dobre. Nie możemy wyspać się, jemy prosto i nie ładnie. Do tego plączą się wokół nas różne wirusy oraz wołają przyziemne obowiązki. Ja, pisząca teksty, czekam na przypływ energii i mocy, sama moc roślin nie wystarczy, aby postawić mnie na nogi.

Dziś miał być przepis, ale przez przypadek wykasowałam treść nowego posta. Przepis pojawi się, miejmy nadzieję, jutro. Jeśli będę miała cierpliwość znów wbijać listę składników z notatek do komputera. Zaczęłam zastanawiać się, czy nie zmienić jednego ze składników i zrobić danie jeszcze raz. Choć to wstępu tak na prawdę szkoda.

(w trakcie czytania wpisu warto posłuchać piosenki Hey "Teksański")

Wbrew ciszy na blogu przepisy powstają, są fotografowane, a potem brakuje czasu i siły aby wybrać zdjęcia i ubrać je w słowa. Słowa, które mają mieć odpowiednią wagę i meteoryczność we wstępie i precyzję w samym przepisie. Blog ma kręcić się wokół roślin, które są dobre dla naszego ciała, a mi zależy na opisaniu ich aktywności nie w oparciu o popularne portale o zdrowiu, które roją się od błędów. Tutaj nacisnęłam klawisz Delete opisujący dwa przypadki, które mnie zbulwersowały, ale okazało się, że dzięki mojej interwencji błędy zostały poprawione, więc warto napisać czasami merytoryczny komentarz z odnośnikiem do odpowiedniej literatury ;).

Czasami zapominam, że nie warto bić piany, przecież błędy dotyczące biochemii roślin czy składu ziół nikomu nie zrobią krzywdy. Inną sprawą, jest zachęcanie do samoleczenia i odkładania być może potrzebnej w danej chwili wizyty u lekarza w czasie czy namawianie (i sprzedaż) do przyjmowania preparatów ziołowych czy oczyszczonych substancji zamiast leków przepisywanych w ramach terapii lekarskiej lub równolegle, bez konsultacji ich potencjalnych interakcji. To może doprowadzić do tragedii. A, że ktoś w opisie rośliny pomylił jeden związek z innym, czy zdrową roślinę jadalną z inną zdrową rośliną jadalną? To już tylko kwestia rzetelności dziennikarskiej. W moich wstępach staram się zawsze odnosić do tekstów źródłowych lub chociaż przeglądówek pisanych przez naukowców, ale także ten blog może zawierać przecież błędy. Tym bardziej, że jest pisany zwykle późno w nocy ;) Nie mówiąc już o błędach językowych. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i błędy są nie do uniknięcia, nawet jeśli wkłada się w coś dużo pracy.

Ściśle biochemiczna formuła bloga jest być może odrobinę nudna i bezosobowa. Nie sądzicie? W założeniu bloga było nie pokazywanie życia prywatnego osób tworzących go, ponieważ nasze życie codziennie nie obfituje w specjalnie ciekawe wydarzenia, a druga połowa Vege Kolektywu odrzuca jakąkolwiek możliwość istnienia w sieci, jednak na naszym (raczej moim) Instagramie pojawiło się już dość dużo postów poza główną tematyką tej strony. Może warto, by na blogu będzie pojawiał się wpis choć trochę przybliżający pozabiochemiczne zagadnienia, lub rozwijający te pokrótce poruszone na Instagramie.

Dlaczego tak na prawdę czuje potrzebę takich podsumowań? Nie wszyscy żyją w social media, czy mają konta na wszystkich portalach społecznościowych. A poruszane tematy są wciąż okołojedzeniowe lub okołokosmetyczne i czasami ważne:


1. Są posty pokazujące prezenty, które są równie ciekawe, jak te książki, które dostajemy od wydawnictw. Chociażby "Sekretne życie drzew". Zagadnienie porozumiewania się roślin jest mi znane z punktu widzenia biochemii i związków biorących udział w tej komunikacji, ale dopiero dzięki Whollebenowi odkryłam głęboki ekologiczny wymiar tej skomplikowanej układanki. Także kopia średniowiecznej ryciny przedstawiającej mandragorę jest jak najbardziej w temacie roślin bioaktywnych. Malowanie rycin to kolejny talent Joanny Borowskiej, archeolog i reporterki publikującą swoje zdjęcia w najważniejszych gazetach w kraju. 

Prezenty 

2. Wartościowe książki które przesyłają wydawnictwa, a które są fotografowane trochę inaczej niż na blogu.

Książka La Veganista

3. Czy rośliny domowe i jednocześnie nowe fascynacje, jak ta oplątwa. Tillandsia xerographica, czyli oplątwa pastelowa, jest jedną z rzadszych i chyba najładniejszą. Trzeba o nią dobrze zadbać, by cieszyć oko królową wśród oplątw.

Oplątwa
4. Czasami zdjęcia są pretekstem do krótkiej refleksji na ważny temat, na przykład nie marnowania jedzenia. Staramy się nie wyrzucać jedzenia, precyzyjnie planujemy posiłki, wyjadamy prudokty z lodówki przed zakupem nowych i tworzymy szybkie potrawy na bazie tego co może się zaraz zepsuć. Od jakiegoś czasu nie kupujemy też w dużych sklepach, ponieważ kupowanie na zapas kończyło się prawie zawsze wyrzucaniem przeterminowanych i rachunek ekonomiczny nie był wcale na plusie. Mamy też szczęście mieć po drodze Zieleniak na Banacha, Hale Banacha z ciągłymi prawie promocjami na "zdrową" żywność i Biedronkę, więc łatwo nam powiedzieć. Chociaż to tylko, część z naszych sposobów na nie marnowanie jedzenia, a na ten tematy mógłby powstać długi post.

Zakupy na bazarze

5. Jest też refleksja na temat miejsca sportu w piramidzie żywienia. WHO umieściła ruch i sport i samej postawy piramidy żywienia, więc na blogu może powinny pojawiać się takie tematy. Ciekawym zagadnieniem i tematem na wpis są rośliny w sporcie czy dieta osoby uprawiającej sport.

Sport i narzędzia tortur

6. Są też nowe wersje opublikowanych przepisów. Zupki chińskie i dania jednogarnkowe gotowane na kilka dni są wprost idealne na trudny czas, kiedy nie mamy czasu gotować. Ta powstałą według przepisu już obecnego na blogu. W składnikach jest past miso zamiast sosu sojowego i tofu. Tofu zostało podsmażone na złoty kolor na jednej łyżce oleju koksowego z dodatkiem 1/2 łyżeczki słodkiej papryki, 1/4 łyżeczki ostrej papryki wędzonej. Do zupki trafił też sezam i papryczka chilli, zabrakło zaś pieczarek, marchewki i kolendry. Cytryna zastąpiła zaś limonkę. Sposób przygotowania znajdziecie zaś w poście sprzed kilku tygodni.

Zupka chińska w 5 minut

7. Sa też przepisy, które nie nie udały się. Pieczone pączki jaglano-gryczane nie wyszły, powstały płaskie, twardawe ciastka, choć  ładnie wyrosło ciasto. Przepis nie pojawił się na blogu, mieliśmy jednak smakowity dodatek do kawy, tylko trzeba je troszkę namoczyć w tejże przed ugryzieniem.

Pączki jaglano-gryczane

8. Czy po postu piękne przedmioty, które prezentują się wspaniale i bez jedzenia.

Projectorium.pl

Dzisiejszy wpis powstał z żalu z tym utraconym, ale kolejne "luźne" notatki wizualno-tekstowe będą na pewno wypełnione treścią i spróbuję znaleźć dla nich wspólny mianownik. Mam nadzieję, że pozwoli to wpuścić troszeczkę świeżego powietrza do dość długo zamkniętego w swojej formie bloga.

Jeśli nie taki typ wpisów nie sprawdzi się, nie będziecie ich chcieli oglądać, przestaną się one zapewno pojawiać.

Co sądzicie o takim wpisie-podsumowaniu ?

Do jutra i do konkretów:)









You Might Also Like

2 komentarze

  1. Mi forma bloga odpowiada, ale chetnie zobacze ten powiew swiezosci ;)

    OdpowiedzUsuń